bkco prowadzi tutaj blog rowerowy

bkco

Wpisy archiwalne w kategorii

100 - 149,99

Dystans całkowity:5222.64 km (w terenie 250.00 km; 4.79%)
Czas w ruchu:233:19
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:61.92 km/h
Suma podjazdów:25601 m
Maks. tętno maksymalne:188 (94 %)
Maks. tętno średnie:151 (75 %)
Suma kalorii:35681 kcal
Liczba aktywności:48
Średnio na aktywność:108.80 km i 4h 51m
Więcej statystyk

miała być stówka...

  d a n e    w y j a z d u 120.15 km 7.00 km teren 05:29 h Pr.śr.:21.91 km/h Pr.max:40.42 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:14.0 Podjazdy:190 m
Czwartek, 21 kwietnia 2011 | dodano: 23.04.2011

rok temu w maju, jechałem pierwszą stówkę w tamtym roku. i około 50 km przed końcem zaczęło mnie odcinać od prądu by w sopocie już być totalnie bez siły. ale korzystając z nie wiadomo jakiej energii jakoś doczłapałem się do domu (25 km). dlatego w tym roku chciałem się sprawdzić, czy dalej mam to samo czy coś jednak się poprawiło.

no i się poprawiło! do żuław normalnym tempem bo wiadomo, przez miasto. później solidny bufet (dwie kanapy, jabłko, nawet BeBetki się załapały na podróż) i mniej więcej z powrotem. po objechaniu zamku krzyżackiego i jeździe przez pola, dostałem się do skowarcza i po przeanalizowaniu stanu nowego przystanku kolejowego (very good, nawet przejazd bezkolizyjny - wiadukt będzie) ruszyłem drogą nr 1 nach hause.
a tu zamiast tracić energii, zacząłem przyspieszać a sił było coraz więcej! doszło do tego, że spod stoczni gdańskiej do domu dojechałem w 1,5 h (zwykle ok. 2 h)! a ciemniało bardziej i bardziej.
na serpentynie na złość musiała ta powolna oczyszczarka krawędzi ulicy jechać, trzeba było się kulać za nią dość długo, ale za to dość powoli by zaosczędzić energii na podjazd na pogórze i wycyrklować do 120 km.

a w słuchafonach sety armina z asotów 500.4 i 500.5 (końcówka genialna) - great!


Kategoria 100 - 149,99

po kaszubsku

  d a n e    w y j a z d u 106.89 km 0.00 km teren 04:43 h Pr.śr.:22.66 km/h Pr.max:48.96 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:18.0 Podjazdy:750 m
Piątek, 24 września 2010 | dodano: 04.10.2010

wstyd, w tym roku nawet w żukowie nie byłem, trzeba było to nadrobić!
wiatr przeszkadzał tylko do chwaszczyna (~20km), później to już drzewa się zaczęły i w zasadzie jechało się elegancko aż do żukowa. później zaczęły się górki, a im wyżej tym wiatr silniejszy. robiło się coraz później i ciemniej, chłodniej też, i się jechało i jechało. mimo że wiedziałem mniej więcej gdzie skręcić na somonino, w babim dole musiałem oblukać mapkę czy aby na pewno nie przegapiłem zjazdu. wszystko ok, ale do egiertowa jeszcze kilka wiosek i 10km, więc trzeba się zaprzeć i jechać. taki mały kryzysik był, trochę się bałem że 50km jeszcze nie ma a ja siły powoli tracę a do ddomu daaaleko... na szczęście w egiertowie zaczęło się z wiatrem i do tego delikatnie z górki, a i przerwa i żarcie było blisko więc wszystko minęło. pojadłem na jakimś polu kukurydzy (komarów i muszek pełno).
dalej pognałem do somonina pod górkę, później zjazd i przepiękne widoki na szwajcarię, świetnie wyglądająca dolina. później kurs na kartuzy, zaczęło się już ściemniać, szybko na przodkowo (10km), gdzie już ruch aut był konkretny. w samej gminie już luz, skręt na czeczewo i zaczeło się odludzie:) i na dodatek noc już i księżyc w pełni, trasę przejechałem raz w maju na dodatek w drugą stronę, ale może trafię do tego kielna:) w nocy prędkość czuje się tylko na podstawie pędu wiatru i hałasu:) ruch przewidywalnie mały, bardzo fajne delikatne górki, księżyc mocno świecił i po kilku wioskach dojechałem do kielna. zmęczenia ani śladu, ale dobrze że wziąłem rękawki bo bez nich to bym się trząsł a nie jechał:)
szybko na koleczkowo i do gdyni gdzie wybił setny kilometr i dom.

jazda nacą ma swój urok. rok temu nocą wolałem jeździć w mieście, teraz jakoś im większe odludzie tym lepiej:)

chciałem dziś 200 zrobić ale... po co? 100 też daje frajdę a przecież jeździ się dla przyjemności a nie kilometrów:)

pozdrawiam


Kategoria 100 - 149,99

po lasach

  d a n e    w y j a z d u 105.15 km 20.00 km teren 04:54 h Pr.śr.:21.46 km/h Pr.max:49.43 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:15.0 Podjazdy:470 m
Środa, 22 września 2010 | dodano: 23.09.2010

dzis nie bedzie polish liter, ten slax nie obsluguje polski programisty:)
ok, a pierwsze lasy powazne zaczely sie w otominie, tam nie wiedzialem gdzie na bakowo skrecic, po czasie sie sprobowalem zaufac miejscowej malo dokladnej mapce i pojechalem. mial byc las i las byl, oznakowane sciezki rowerowe nadlesnictwa kolbudy, dojechalem do bardzo fajnego miejsca z drugiej strony jez. otominskiego, ludzi brak, drzewo przewrocone dodawalo klimatu. pojadlem troche, zalozylem nogawki (1szy raz w terenie!) no i jade dalej.
i dojechalem do konca jeziora. niedobrze, jechalem sciezka a sie zgubilem no. zawrocilem i kierowalem sie na poludnie, tam musialem trafic dobrze. piach zmienial sie na badziej grzaski, po czasie zobaczylem grzybiarzy a pozniej pewna pania z 2ma psami bez sznura ni kaganca, gdy przejezdalem obok nich jeden pies wyrwal do mnie i mnie scigal. po czasie patrze ze to trasa dookola jeziora. zawrocilem i skrecilem gdzie indziej - dobry wybor, pozniej bylo oznakowanie ze zolty szlak to na bakowo - 3km wiec luz.
miejscowka fajna, duzo bagien, zorientowalem sie ze to rezerwat:) no i tak dojechalem do bakowa, skad szybki skret na straszyn.
calkiem duze miasto, pelno zakladow, pagorkowate, calkiem klimatyczne. szukanie drogi na rotmanke i po chwili przejezdzam nad obwodowa i do pruszcza, gdzie juz ostro ciemno.
i na gdansk i gdynie w ciemnosci, miastem
oponka trzyma cisnienie:)

pozdrawiam:D


Kategoria 100 - 149,99

nudy, tia...

  d a n e    w y j a z d u 100.16 km 20.00 km teren 04:30 h Pr.śr.:22.26 km/h Pr.max:54.40 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:18.0 Podjazdy:740 m
Niedziela, 12 września 2010 | dodano: 14.09.2010

dawno nie było stówki, poza tym nigdy nie dojechałem do linii, a na tą trasę polowałem od dłuższego casu, więc warunki są, to ruszam!
aż tak często ostatnio nie jeżdżę, bo trochęnudno, stale to samo, nic się nie dzieje... no to mam co chciałem:)
standardowo do koleczkowa, przez las do kamienia, raz dwado szemuda i na wioski. coraz mniej aut, łebno, trochę daleko, fajny zjazd, później skręcam do lewina planowo, przez lewinko (fajny, klimatyczny asfalt) a później strzepcz i 2 zjazdy. do tłuczewa jeszcze większy zjazd. później kolejny, prawie ani razu pod górę. 1szy raz w życiu wkurzałem się jak dojeżdżałem do zjazdu, "przecież z powrotem to będzie masakra, jeszcze pod wiatr!", i tak do linii i 47 km na liczniku. jestem w tej linii w końcu:)
krótki bufet, napawanie się spokojem, ogląd na mapkę i decyzja: omijam górki, jadę bokiem, jakoś może zajadę. do głodówki fajnie, świeży asfalt (czarny jak w piekle samym), wjazd do KPK, ale później szuter. taki suchy strasznie. pod górkę musiałem się poddać, bike walking:) zjazdy szybkie też szuter i kamienie, w końcu jakaś wioska (miłoszewo) i asfalt, no i zjazd!
ustawiam się twardo do zjazdu, kładę się na kierę, cisnę ostro, 45 na liczniku, uliczka ciasna. 1szy zakręt pokonany, łagodny był. zbliżam się do drugiego, myślę że dam radę mocniej się przechylę i wsio. zbliżam się, coraz bliżej, dalej leżę, nagle zdaję sobię sprawę że to raczej ciasny zakręt i zaczynam hamować gwałtownie ale leżąc to za bardzo rzuca - prostuję się i hamuję z całej siły, jestem już w zakręcie, koła się blokują, skręcać sie nie da, widzę płot przed sobą i - leżę w rowie:)
tak, wyleciałem z zakrętu, dzięki Bogu w tym rowie była miękka trawa, więc ani mi, ani rowerowi ani płotowi nic się nie stało - jakieś tam tylko brudy na nogach. no aż niewiarygodne że nic się nie stało, nic nie jechało z naprzeciwka - jak się później okazało, wylatując z zakrętu jechałem prosto na krzyż.
lewy spd się nie wypiął, na ulicy dużo piasku, na dodatek przed wyjazdem pompowałem koła do 51 PSI, więc o jakiejkolwiek skuteczności hamowania nie mogło być mowy. dobrze, że przeżyłem:)
wyprostowałem siodełko, wrzuciłem biegi na swoje miejsce, przetestowałem rower i dalej w drogę. no, tej wycieczki nie zapomnę:)
później do lewina cały czas szutrem i w lesie, dużo kamieni, ja się spieszyłem bo słońce nisko a chciałem jeszcze te kurhany w Lewinie obczaić. jadąc czułem jak tylne koło coś mocniej na wybojach pracuje, myślę że to od tego ciśnienia. w końcu tam dojechałem, obkrążyłem przystanek pks, z ciekawości obmacuję tylną oponę i - flak:( a do domu 45 km i jest godzina 18:30 w niedzielę. na szczęście miałem zapas i w 40(!) minut się z tym uporałem. było trochę zabawy z oponą ale 1sza w życiu wymiana w akcji poszła sprawnie:) a pomyśleć że miałem nie brać plecaka i dętki... a te spojrzenia miejscowych na tę mechanikę:)
już po zachodzie wyruszyłem dalej, te kurhany dałem se spokój, ciemniało powoli, trza było lampkę zapalić. pod górkę kilka razy, do łebna w miarę szybko, później już w ciemnicy do szemuda dość długo i równo o 20 w kamieniu.
a tam droga przez ciemny las, ale droga jest prosta więc nie było problemu. całkiem ciekawe doświadczenie:)
do koleczkowa już w kurtce, tam już więcej aut więc i oświetlenia więcej, do chyloni z górki i przez miasto szybko do domu dokręcając te 100 km.
nie powiem, jazda z przygodami-jagodami:)
4 kolarzy do mnie machało dziś, rekord (bo niedziela):)


Kategoria 100 - 149,99

do tysiąca

  d a n e    w y j a z d u 110.49 km 1.00 km teren 05:04 h Pr.śr.:21.81 km/h Pr.max:41.56 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:27.0 Podjazdy:130 m
Środa, 21 lipca 2010 | dodano: 21.07.2010

brakowało 107,5 km do pełnego 1000 w lipcu, więc dlatego ruszyłem cztery litery:)
do wyspy cały czas pod wiatr, na wyspie w miarę szybko do promu, popatrzyłem jak go tam ogarniają, kiedyś też nim pojadę jak będę się wybierał do granicy z RUS
później elegancko z wiatrem, choć jakoś tak dziwnie nie chciało się jechać, tak leniwie za bardzo, nie wiem, może obiad za lekki albo płynów za mało? oj, dzisiaj przydałoby się więcej tych płynów, a hajsu zapomniałem wziąć wyjątkowo... a taki fajny sok z saturatora sprzedawali w gdańsku... wygląda na to że miałem maly kryzys ale energia ze słońca mi go przezwyciężyła:)
jem sobie sękacza firmy wisła nad wisłą właśnie:) przywiezionego z helu na dodatek
w sopocie, na rolkach, chłopak z koszulką 'anjunabeats', od razu weselej się zrobiło:)
cały mokry przyjechałem a w ustach sucho na wiór

pogórze-centrum-orłowo-sopot-gdańsk-przejazdowo-wyspa-powrót


Kategoria 100 - 149,99

do piekarni

  d a n e    w y j a z d u 104.38 km 2.00 km teren 04:29 h Pr.śr.:23.28 km/h Pr.max:56.49 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:21.0 Podjazdy:310 m
Poniedziałek, 19 lipca 2010 | dodano: 20.07.2010

tak, prawdziwy powód dla którego jechałem było zobaczyć piekarnio-cukiernię w karwi:) bardzo dobre drożdżówki mają, najlepsze na pomorzu imo:)
no i żeby podjechać te 20 km lasem z wejherowa do krokowej, raj dla koneserów kolarstwa, tylko jazda brz zbędnych zabudowań, do tego w dużej mierze pod górkę, szkoda że tyle turystów nad morze tędy jedzie, bo ruch aut niesamowity
testowałem okulary moje nowe, polaryzacyjne, od optyka, rzeczywiście, jak spojrzę na telefon horyzontalnie to na ekranie nic nie widzę:) no i na tylnich szybach aut widzę pokratkowane plamki:)
z karwi szybkensem do pucka, w jastrzębiej widziałem kolarza-szosowca na treningu, wyprzedził mnie to zacząłem go gonić, 30 na liczniku, ale zniknął mi z oczu gdzieś na 3/4 trasy
dużo rowerzystów dzis na trasie, pomachaliśmy sobie trochę:)

pogórze-wejherowo-krokowa-karwia-jastrzębia_góra-puck-mrzezino-kosakowo-pogórze


Kategoria 100 - 149,99

stóweczka żarnowiecka

  d a n e    w y j a z d u 110.34 km 1.00 km teren 04:43 h Pr.śr.:23.39 km/h Pr.max:48.96 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:25.0 Podjazdy:530 m
Środa, 14 lipca 2010 | dodano: 15.07.2010

do pucka standardem, w mrzezinie drogę budują porządnie, do żarnowca przez te wszystkie wioseczki bardzo pagórkowato i w zasadzie pod wiatr, później nad jezioro i już 54 km w nogach. ta elektrownia szczytowo-pompowa zawsze robi ogromne wrażenie, czy się widzi 1szy czy 4ty raz:)
600MW dobowo, mega energia:) oczywiście musiałem sprawdzić dlaczego te 600MW, czyli z jakiej górki to zlatuje w dół, mnie dotknęła przyjemność podjazdu pod tę górkę (z nadola do gniewina), znak że strome wzniesienie. słyszałem że to jedna z najstromszych górek na pomorzu. rzeczywiście, potwierdzam, jeden z najostrzejszych podjazdów, najostrzejszy z jakim ja się spotkałem, non-stop napieranie na górkę, żadnych wypłaszczeń, na szczęście to nie jest aż taka duża odległość. fajna górka, asfalt gładziutki, las, cień, mały ruch, tylko trenować!
później przez rybno do bolszewa i dom, tez dość sporo czasu mi to zajęło. w wejherowie wyprzedziłem starszego pana (jechał na chodniku) typu pro (ubranko scotta, rower merida góral), przed redą patrzę w tył - ściga mnie, no to ja na pedał, patrzę widzę cień za sobą, ściga cały czas, dogonił mnie, powiedział 'cześć kolego' i skręcił w lewo:) przyjemna historia
mp3 player się naprawił, trzeba było go porządnie ścisnąć:)
przyjeżdżam cały obklejony i świecący od potu do domu, a tu co? wody nie ma:)

pogórze-kosakowo-mrzezino-puck-werblinia-żarnowiec-nadole-gniewino-rybno-bolszewo-chylonia-pogórze


Kategoria 100 - 149,99

po gdańsku

  d a n e    w y j a z d u 103.11 km 4.00 km teren 04:27 h Pr.śr.:23.17 km/h Pr.max:52.45 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:17.0 Podjazdy:420 m
Poniedziałek, 21 czerwca 2010 | dodano: 22.06.2010

takie tam do otomina, fajnie przy lotnisku ulicę zrobili, i przy okazji ścieżka rowerowa, a jak!
w otominie pełno rowerzystów, później przez chełm do głównego, gdzie z new portu na ścieżkę nadmorską, i pod wiatr do domu

mały ot
warto było nolife'ować cały czerwiec, wszystko pozaliczane, wrzesień czysty, 1szy raz mam wszystko w podstawie pozamiatane:) w ciągu dwóch tygodni były 4 egzaminy, w tym w odstępie jednego tygodnia 3, a w przeciągu trzech dni 2 egzaminy:) sam nie wierzę że się udało, pół ryzy poszło na drukowanie notatek

pogórze-chylonia-wiczlino-chwaszczyno-barniewice-rębiechowo-kiełpino-otomin-szadółki-chełm-orunia-nowy_port-sopot-redłowo-bulwar-obłuże-oksywie-pogórze


Kategoria 100 - 149,99

po żuławach

  d a n e    w y j a z d u 130.70 km 1.00 km teren 05:38 h Pr.śr.:23.20 km/h Pr.max:41.28 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:10.0 Podjazdy:322 m
Wtorek, 11 maja 2010 | dodano: 12.05.2010

musiałem zrobić te 130, musiałem!:)

do gdańska ścieżką nadmorską, dość szybko, policzyłem że od kolibek do brzeźna około 24 minut, później trochę kluczenia po starówce w poszukiwaniu skrótu i w końcu na 7. w dziewięciu włókach skręt na pruszcz, a dalej wioskami różnymi obok motławy jakoś się znalazłem w pszczółkach:)
bardzo ciekawe tereny te nasze żuławy, im dalej od gdańska i pruszcza tym mniej aut, by za suchym dębem na drodze do pszczółek nie mijało mnie żadne(!) auto.
za pszczółkami już niestety ruch tradycyjny, choć mniejszy niż się spodziewałem.
do gdańska, później na drodze do pszczółek i trochę za szalałem na rowerze, tj. jechałem dość szybko żeby średnia była jakaś porządna (wówczas 24,5), by przy wjeździe do gdańska zaczęło mnie odcinać od prądu. coraz bardziej i bardziej, myślałem że to chwilowo, 1/2h maksymalnie. za stocznią postój, rozciąganie, odpoczynek po prostu. ale sił dalej nie przybywało. ruszyłem jakoś do brzeźna, już przy morzu dalej bezsilnie praktycznie ale starałem się trzymać prędkość. zimno coraz bardziej. energi nie było skąd przyjść, a ja pedałuję nie wiadomo czym. przed molem w sopocie zwalniam do 21-22, po prostu jazda luzem. przy molu kolejny nieplanowany postój. spać mi się chciało, jeść, pić, a do domu 20km, godz. 20:40. musiałem nastawić umysł i ciało na przywołanie energii nie wiadomo skąd, aż w końcu ruszyłem, bardzo lajtowo, cały czas wmawiając sobie, że zaraz przyjdzie power i będzie jazda. w międzyczasie myśląc o wszystkim, byle nie o jedzeniu i spaniu. jakoś przejechałem orłowo, w redłowie już ulicą więc trzeba było wytężyć umysł. od sopotu miałem już wyłożone w prędkość, chciałem się doczołgać do domu. dopiero na wiśniewskiego poczułem że trochę energii się skądś uzbierało i mogłem trochę przyspieszyć. tak aż do obłuża, gdzie znowum trzeba było zrzucuć bieg. później jakoś pod górkę i koniec, godz. 21:50, spaaaać:)
nie wiem czym to było spowodowane, chyba po prostu nie mój dzień.
naprawdę, nigdy w życiu mi się takie coś nie przytrafiło, totalny brak prądu, chwilowe się zdarzały, ale nie taki całkowity. w pewnym momencie się bałem czy dojadę. chyba tylko siłą woli dojechałem:)
po meczu arki, autobus na oksywie eskortowany przez policję:)

pogórze-obłuże-centrum-orłowo-sopot-gdańsk-dziewięć_włók-suchy_dąb-pszczółki-gdańsk-powrót


Kategoria 100 - 149,99

the great weyherowiana

  d a n e    w y j a z d u 101.01 km 1.00 km teren 04:22 h Pr.śr.:23.13 km/h Pr.max:43.73 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:7.0 Podjazdy:490 m
Niedziela, 11 kwietnia 2010 | dodano: 14.04.2010

powtórka z października, ale w przeciwną strone od wejherowa, kopiuj-wklej praktycznie, km 101.01-101.01, czas jazdy 4:22-4:20, vmax 43.73-43.73, wtedy tylko trochę cieplej było:)
dziwna sprawa, w gdyni 6-7 st. C, mgła, chmury i zimno, wjeżdżam do wej. a tam słońce i ani jednej chmurki, nawet ciepło się zrobiło...
fajna górka w gościcinie, się jedzie i jedzie... a później patrzysz i myślisz że już jesteś najwyżej jak się da, potem skręcasz do luzina i widzisz w oddali pagórki i wzniesienia i już wiesz, że będziesz musiał tam wjechać:)
jak się kręcisz po trójmieście to sobie nie zdajesz sprawy na codzień jakie górki są na kaszubach. a one nie dadzą ci się znudzić, raz w dół, zaraz potem w górę, trochę prostej i znów... zero litości
fajnie jest w częstkowie, wjeżdża się i wjeżdża, i kiedy myślisz że to już koniec bo wypłaszczenie, za zakrętem kolejna górka, ale jak już wjedziesz to widać że wyżej w okolicy to już się nie da, a później fajny (stromy) zjazd w lesie do następnej wioski
ciekawe jak się jeździ w prawdziwych górach, tam to dopiero musi masakra być:)
dzięki takim górkom czujesz, że żyjesz. mięsnie czujesz, kolana czujesz, ale po powrocie:)
do strzepcza praktycznie z wiatrem, z powrotem pod wiatr trochę, z wejherowa jak zwykle szybko
a wjeżdżam do rumi i znów zmiana pogody, mgła, zimno, wiatr
tego było trzeba, zrobić sobie stówkę

rowerzystów mało, szkoda, takie fajne górki:)

okulary się połamały, trzeba wyczyścić sprzęt

pogórze-rumia-wejherowo-gościcino-luzino-strzepcz-gowino-wejherowo-pogórze


Kategoria 100 - 149,99