bkco prowadzi tutaj blog rowerowy

bkco

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2010

Dystans całkowity:473.89 km (w terenie 50.00 km; 10.55%)
Czas w ruchu:21:06
Średnia prędkość:22.46 km/h
Maksymalna prędkość:54.40 km/h
Suma podjazdów:2840 m
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:78.98 km i 3h 31m
Więcej statystyk

na szybko

  d a n e    w y j a z d u 41.59 km 0.00 km teren 01:47 h Pr.śr.:23.32 km/h Pr.max:40.80 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:18.0 Podjazdy:130 m
Niedziela, 26 września 2010 | dodano: 04.10.2010

chciałem się przelecieć lotniskiem i się przeleciałem, na dodatek z wiatrem:) z rumi szybko na gdynię, w grabówku zaczeło padać(!), szok bo ICM zero deszczu ever. na skwerku jakaś impreza rowerowa o której nikt wcześniej nie słyszał.
i na 19 szybko do domu z wiatrem, wjeżdżając podgórską na 3-5, pokonując kolejny raz własne słabości:)


Kategoria 10 - 49,99

po kaszubsku

  d a n e    w y j a z d u 106.89 km 0.00 km teren 04:43 h Pr.śr.:22.66 km/h Pr.max:48.96 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:18.0 Podjazdy:750 m
Piątek, 24 września 2010 | dodano: 04.10.2010

wstyd, w tym roku nawet w żukowie nie byłem, trzeba było to nadrobić!
wiatr przeszkadzał tylko do chwaszczyna (~20km), później to już drzewa się zaczęły i w zasadzie jechało się elegancko aż do żukowa. później zaczęły się górki, a im wyżej tym wiatr silniejszy. robiło się coraz później i ciemniej, chłodniej też, i się jechało i jechało. mimo że wiedziałem mniej więcej gdzie skręcić na somonino, w babim dole musiałem oblukać mapkę czy aby na pewno nie przegapiłem zjazdu. wszystko ok, ale do egiertowa jeszcze kilka wiosek i 10km, więc trzeba się zaprzeć i jechać. taki mały kryzysik był, trochę się bałem że 50km jeszcze nie ma a ja siły powoli tracę a do ddomu daaaleko... na szczęście w egiertowie zaczęło się z wiatrem i do tego delikatnie z górki, a i przerwa i żarcie było blisko więc wszystko minęło. pojadłem na jakimś polu kukurydzy (komarów i muszek pełno).
dalej pognałem do somonina pod górkę, później zjazd i przepiękne widoki na szwajcarię, świetnie wyglądająca dolina. później kurs na kartuzy, zaczęło się już ściemniać, szybko na przodkowo (10km), gdzie już ruch aut był konkretny. w samej gminie już luz, skręt na czeczewo i zaczeło się odludzie:) i na dodatek noc już i księżyc w pełni, trasę przejechałem raz w maju na dodatek w drugą stronę, ale może trafię do tego kielna:) w nocy prędkość czuje się tylko na podstawie pędu wiatru i hałasu:) ruch przewidywalnie mały, bardzo fajne delikatne górki, księżyc mocno świecił i po kilku wioskach dojechałem do kielna. zmęczenia ani śladu, ale dobrze że wziąłem rękawki bo bez nich to bym się trząsł a nie jechał:)
szybko na koleczkowo i do gdyni gdzie wybił setny kilometr i dom.

jazda nacą ma swój urok. rok temu nocą wolałem jeździć w mieście, teraz jakoś im większe odludzie tym lepiej:)

chciałem dziś 200 zrobić ale... po co? 100 też daje frajdę a przecież jeździ się dla przyjemności a nie kilometrów:)

pozdrawiam


Kategoria 100 - 149,99

po lasach

  d a n e    w y j a z d u 105.15 km 20.00 km teren 04:54 h Pr.śr.:21.46 km/h Pr.max:49.43 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:15.0 Podjazdy:470 m
Środa, 22 września 2010 | dodano: 23.09.2010

dzis nie bedzie polish liter, ten slax nie obsluguje polski programisty:)
ok, a pierwsze lasy powazne zaczely sie w otominie, tam nie wiedzialem gdzie na bakowo skrecic, po czasie sie sprobowalem zaufac miejscowej malo dokladnej mapce i pojechalem. mial byc las i las byl, oznakowane sciezki rowerowe nadlesnictwa kolbudy, dojechalem do bardzo fajnego miejsca z drugiej strony jez. otominskiego, ludzi brak, drzewo przewrocone dodawalo klimatu. pojadlem troche, zalozylem nogawki (1szy raz w terenie!) no i jade dalej.
i dojechalem do konca jeziora. niedobrze, jechalem sciezka a sie zgubilem no. zawrocilem i kierowalem sie na poludnie, tam musialem trafic dobrze. piach zmienial sie na badziej grzaski, po czasie zobaczylem grzybiarzy a pozniej pewna pania z 2ma psami bez sznura ni kaganca, gdy przejezdalem obok nich jeden pies wyrwal do mnie i mnie scigal. po czasie patrze ze to trasa dookola jeziora. zawrocilem i skrecilem gdzie indziej - dobry wybor, pozniej bylo oznakowanie ze zolty szlak to na bakowo - 3km wiec luz.
miejscowka fajna, duzo bagien, zorientowalem sie ze to rezerwat:) no i tak dojechalem do bakowa, skad szybki skret na straszyn.
calkiem duze miasto, pelno zakladow, pagorkowate, calkiem klimatyczne. szukanie drogi na rotmanke i po chwili przejezdzam nad obwodowa i do pruszcza, gdzie juz ostro ciemno.
i na gdansk i gdynie w ciemnosci, miastem
oponka trzyma cisnienie:)

pozdrawiam:D


Kategoria 100 - 149,99

nudy, tia...

  d a n e    w y j a z d u 100.16 km 20.00 km teren 04:30 h Pr.śr.:22.26 km/h Pr.max:54.40 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:18.0 Podjazdy:740 m
Niedziela, 12 września 2010 | dodano: 14.09.2010

dawno nie było stówki, poza tym nigdy nie dojechałem do linii, a na tą trasę polowałem od dłuższego casu, więc warunki są, to ruszam!
aż tak często ostatnio nie jeżdżę, bo trochęnudno, stale to samo, nic się nie dzieje... no to mam co chciałem:)
standardowo do koleczkowa, przez las do kamienia, raz dwado szemuda i na wioski. coraz mniej aut, łebno, trochę daleko, fajny zjazd, później skręcam do lewina planowo, przez lewinko (fajny, klimatyczny asfalt) a później strzepcz i 2 zjazdy. do tłuczewa jeszcze większy zjazd. później kolejny, prawie ani razu pod górę. 1szy raz w życiu wkurzałem się jak dojeżdżałem do zjazdu, "przecież z powrotem to będzie masakra, jeszcze pod wiatr!", i tak do linii i 47 km na liczniku. jestem w tej linii w końcu:)
krótki bufet, napawanie się spokojem, ogląd na mapkę i decyzja: omijam górki, jadę bokiem, jakoś może zajadę. do głodówki fajnie, świeży asfalt (czarny jak w piekle samym), wjazd do KPK, ale później szuter. taki suchy strasznie. pod górkę musiałem się poddać, bike walking:) zjazdy szybkie też szuter i kamienie, w końcu jakaś wioska (miłoszewo) i asfalt, no i zjazd!
ustawiam się twardo do zjazdu, kładę się na kierę, cisnę ostro, 45 na liczniku, uliczka ciasna. 1szy zakręt pokonany, łagodny był. zbliżam się do drugiego, myślę że dam radę mocniej się przechylę i wsio. zbliżam się, coraz bliżej, dalej leżę, nagle zdaję sobię sprawę że to raczej ciasny zakręt i zaczynam hamować gwałtownie ale leżąc to za bardzo rzuca - prostuję się i hamuję z całej siły, jestem już w zakręcie, koła się blokują, skręcać sie nie da, widzę płot przed sobą i - leżę w rowie:)
tak, wyleciałem z zakrętu, dzięki Bogu w tym rowie była miękka trawa, więc ani mi, ani rowerowi ani płotowi nic się nie stało - jakieś tam tylko brudy na nogach. no aż niewiarygodne że nic się nie stało, nic nie jechało z naprzeciwka - jak się później okazało, wylatując z zakrętu jechałem prosto na krzyż.
lewy spd się nie wypiął, na ulicy dużo piasku, na dodatek przed wyjazdem pompowałem koła do 51 PSI, więc o jakiejkolwiek skuteczności hamowania nie mogło być mowy. dobrze, że przeżyłem:)
wyprostowałem siodełko, wrzuciłem biegi na swoje miejsce, przetestowałem rower i dalej w drogę. no, tej wycieczki nie zapomnę:)
później do lewina cały czas szutrem i w lesie, dużo kamieni, ja się spieszyłem bo słońce nisko a chciałem jeszcze te kurhany w Lewinie obczaić. jadąc czułem jak tylne koło coś mocniej na wybojach pracuje, myślę że to od tego ciśnienia. w końcu tam dojechałem, obkrążyłem przystanek pks, z ciekawości obmacuję tylną oponę i - flak:( a do domu 45 km i jest godzina 18:30 w niedzielę. na szczęście miałem zapas i w 40(!) minut się z tym uporałem. było trochę zabawy z oponą ale 1sza w życiu wymiana w akcji poszła sprawnie:) a pomyśleć że miałem nie brać plecaka i dętki... a te spojrzenia miejscowych na tę mechanikę:)
już po zachodzie wyruszyłem dalej, te kurhany dałem se spokój, ciemniało powoli, trza było lampkę zapalić. pod górkę kilka razy, do łebna w miarę szybko, później już w ciemnicy do szemuda dość długo i równo o 20 w kamieniu.
a tam droga przez ciemny las, ale droga jest prosta więc nie było problemu. całkiem ciekawe doświadczenie:)
do koleczkowa już w kurtce, tam już więcej aut więc i oświetlenia więcej, do chyloni z górki i przez miasto szybko do domu dokręcając te 100 km.
nie powiem, jazda z przygodami-jagodami:)
4 kolarzy do mnie machało dziś, rekord (bo niedziela):)


Kategoria 100 - 149,99

po lasach

  d a n e    w y j a z d u 74.67 km 10.00 km teren 03:18 h Pr.śr.:22.63 km/h Pr.max:48.96 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:17.0 Podjazdy:400 m
Piątek, 10 września 2010 | dodano: 11.09.2010

dawno nie jeździłem. do łężyc znów na 3-5, aż tak strasznie nie jest, później w chwaszczynie szukam drogi na barniewice i okolice, trafiłem, jechało się płytami, lasem, aż patrzę i widzę jezioro. gdzie I am? nowy świat, gdzie to jest? ale po chwili wyjeżdżam w znajomej osowej:)
później kieruję na obwodnicę, musiałem obadać tena przejazd nad i tę miejscowość po drugiej stronie, owczarnię. szkoda że przy wjeżdzie na S5 nie ma napisane że jest też zjazd na drugą stronę, musiałem chwilę się zastanowić by nie wylądować na ekspresówce. ale z myślenia wyprowadził mnie jakiś kolarz, dziarsko wjechał na ten wjazd i potoczył się w nieznanym kierunku, a ja za nim:)
później lasem, znów na czuja, ale dobrz bo trafiłem na niebieski szlak, ostry zjazd, całkiem fajnie zorganizowany, no i wyjazd w oliwie koło pałacu/młyna. kto by się spodziewał że tam wyląduję? i to jest najlepsze w jeżdzie po lasach, nigdy nie wiesz gdziw wyjedziesz:)
na przymorzu już ciemniało, po wjeździe na ścieżce już grubo ciemno. lampki są, ofkors, w końcu po to dziś jechałem by trochę po ciemku polatać:) w lesie w kolibkach nic nie widać, jadę na czuja (znów), rowerzysta za mną bardziej obeznany bo trafiłe na właściwą drogę a ja nie:)
wyjątkowo cisnąłem władka IV, później szybko na obłuże, gdzie zapadła decyzja o wjeżdzie na oksywie, na tą górkę, oczywiście 3-5:) jak zwykle trochę peniałem, ale okazało się no problem
i przed 9 w domku:)


Kategoria 50 - 79,99

a zimno

  d a n e    w y j a z d u 45.43 km 0.00 km teren 01:54 h Pr.śr.:23.91 km/h Pr.max:47.60 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:14.0 Podjazdy:350 m
Niedziela, 5 września 2010 | dodano: 07.09.2010

punkt 15 już całkowicie przebrany, przygotowany, a tu deszcz zaczyna lać. a przed południem miało padać, nie teraz...
to i plany ze 100 km mi zepsuł, musiałem poczekać do 17 i w końcu ruszyłem. słuchawki skleiłem taśmą to sprawiają mniej problemów (ale dalej są).
pod górkę do łężyc zacząłem na 3-5, tak jakoś się dobrze jechało. no i postanowiłem z 3-5 już niżej nie zrzucać, jeszcze tej górki na tym biegu nie pokonałem. miałem wąty, w końcu tyle czasu byłem bez ruchu no i zimno w ogóle. ale dałem radę:)
bateria w sigmie na 'low' ale działa:)
zimno jak w grubym październiku
kierowcy naprawdę nie potrafią zawracać z dwupasmowej na dwupasmową, zapominają że w Polsce jest ruch prawostronny... szkoda że nie wiedzą jakie niebezpieczeństwo powodują


Kategoria 10 - 49,99