pechowy 12-go w czwartek
d a n e w y j a z d u
60.04 km
20.00 km teren
03:52 h
Pr.śr.:15.53 km/h
Pr.max:46.31 km/h
HR max: (%)
HR avg: (%)
Kalorie: kcal
Temperatura:10.0
Podjazdy:589 m
Przez pierwsze 37 km wszystko było super, słonecznie, bezwietrznie, beztrosko. Ale właśnie po 37 km dojechałem z powrotem do domu, chowam już licznik do kieszeni, patrzę, a telefonu tam nie ma! A powinien być! Na dodatek kieszeń była niezamknięta na zamek, więc pewnie komórka wyleciała sobie i gdzieś leży... Po szybkim sprawdzeniu, czy nie ma jej w pobliżu (telefon do samego siebie) pojechałem jej po prostu szukać. A było gdzie. Kilkanaście km-ów lasem, pełno spacerowiczów i liści, szanse na znalezienie znikome. Najbardziej prawdopodobne było zgubienie na kocich łbach w lesie (wytrzęsło mnie konkretnie), ale komórki już tam ani śladu. To wróciłem z powrotem do domu. Dzwoniąc ponownie, nie było już sygnału, od razu poczta głosowa. Czyli telefon zmienił właściciela. Cóż, znalezione nie kradzione.
Na szczęście, 13-go w piątek, udało mi się uzyskać duplikat karty SIM, więc numer mam dalej ten sam. Większość kontaktów miałem skopiowane na komputer, więc nie poszły w las (dosłownie). Czyli jedyna strata to telefon, obecnie warty ~100 zł. Ale nie żałuję, to tylko rzecz nabyta.
Kategoria 50 - 79,99


