bkco prowadzi tutaj blog rowerowy

bkco

do granicy

  d a n e    w y j a z d u 217.45 km 10.00 km teren 09:38 h Pr.śr.:22.57 km/h Pr.max:44.06 km/h HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: kcal Temperatura:22.0 Podjazdy:538 m
Czwartek, 21 lipca 2011 | dodano: 22.07.2011

Od ponad roku kombinowałem by tam dojechać, wreszcie wziąłem się w garść, upatrzyłem pogodę i pojechałem.
Mimo przechodzącego przez Polskę niżu (groźna nazwa - Otto) pogoda nad morzem była idealna. Wiatr słaby, dużo słońca, tak więc jechało się extra. Do Świbna bez niespodzianek, później trochę czekałem na prom (5 zł za rejs, trochę drogo) i teraz wystarczyło jechać do końca mierzei. Mijałem wszystkie miejscowości (Jantar, Stegna, Sztutowo, Kąty Rybackie), po drodze kupiłem droźdżówkę i uzupełniłem wodę. W Kątach zaczął się Zalew Wiślany, więc było na co popatrzeć (Wysoczyzna Elbląska rzeczywiście wysoka, Frombork). Jako że do tej pory miejscowości były jedna za drugą, spodziewałem się zaraz Krynicy Morskiej. A tu jadę i jadę, sam las, nic nie ma. Już wiedziałem że nie będę o 20 w domu, w grę wchodziła 21. Wreszcie dojechałem do pagórkowatej Krynicy. Znowu naiwnie spodziewałem się Piasków za chwilę, ale znak mówiący o 11 km do nich wszystko popsuł. I ponownie las i las. W pewnym momencie jadę i spadła mi jedna kropelka na czoło, później druga, a zaraz duża ulewa. Patrzę w niebo a tam zero chmur, pełne słońce! No, dziwne to było bardzo. Jak to po deszczu, mokry cały, od dołu do góry. Dopiero po chwili zobaczyłem że jednak chmury były, w kolorze nieba, po prostu zasłoniły wszystko a okulary jeszcze zaciemniały obraz.
Po dojeżdzie do Piasków poszukiwania drogi do granicy z Rosją. Po pierwszym pudle dojechałem na ulicę Bursztynową a stamtąd w las na ubitą ścieżkę z płytami. I tak jadę i jadę nie mając pewności. Coraz większe chaszcze, istna dżungla, po drodze łapię chyba wszystkie pająki, po zatrzymaniu się momentalnie dosiadają mnie muchy, robale, komary, pokrzywy i wszystko co tam mieszka. W połączeniu z duchotą i dużą wilgotnością nieźle mnie to zdenerwowało i pokuło. Dojeżdżam do radaru, ale płotu granicznego nie widać. No to w dół lasem i w końcu dojeżdżam. Robię parę fotek, przechodzę symbolicznie "za granicę" i na plażę, gdzie wita mnie patrol straży granicznej. Na plaży pusto, nie ma nikogo w promieniu 3 km, widać tylko ogromne chmury, płot graniczny i spore fale. W oddali słychać burzę. Na liczniku 109 km, godzina 17.00, nie ma czasu na odpoczynek, trzeba wracać żeby zdążyć chociażby przed północą.
Przedzierając się przez dżunglę której już mam serdecznie dość, chcę zjechać na drugi bok drogi. A tu coś przyblokowało przednie koło i wyleciałem 2 metry dalej spadając na bark. Małe otarcia, gdzieniegdzie trochę zbite mięśnie ale jechać trzeba dalej. Rower na szczęście cały. Wyjeżdżam z Piasków robiąc po drodze zapas izotoniku.
Ponownie ulica mokra, przed chwilą padało. Teraz jak najszybciej do domu, prognozuję że będę na 23, czyli 3 godziny spóźnienia.
Mięśnie już zmęczone, ale w miarę upływu kilometrów trochę nabierają sił. W zasadzie nie chce mi się już jechać. Ale siłą woli cisnę dalej. W końcu dojeżdżam do promu i mam te 1/2 h odpoczynku w oczekiwaniu na prom.
Z Sobieszewa wracam przez Wiślinkę ulicą Benzynową, robi się coraz ciemniej, mam tylko tylnią lampkę, która w dodatku sama się włącza i wyłącza (przemokła). Później do miasta i bez przygód dojeżdżam z zapasem o 22.30.
Udało się!

Mapka miejscowości Piaski © bkco



Kategoria 200 i więcej


komentarze
romjan
| 20:32 piątek, 22 lipca 2011 | linkuj Dzięki, wszystko jasne.
bkco
| 19:21 piątek, 22 lipca 2011 | linkuj @Misiacz
Polski polski, a dla rosyjskich to bym dał isostara w tabletce i powiedział, że to spirytus do rozpuszczania - od razu by puścili:)

@romjan
Asfalt od Sobieszewa aż do Krynicy Morskiej jest dobry, dziur nie ma, taki typowy, nie-supergładki asfalt. Jedzie się dobrze, aż kusi by trochę przydepnąć, ale wiadomo, trzeba oszczędzać siły. Ale gdzieś 3 km za Krynicą, czyli 8 km do Piasków, droga robi się wyraźnie gorsza - nierówny, łatany asfalt, sporo dziur. W pewnym momencie na tym odcinku było dosłownie jezioro po świeżej ulewie. Ale też ruch samochodów mniejszy i można spokojnie jeździć slalomem. Poza tym, takie mam wrażenie, od samej Wisły aż do końca kierowcy jacyś tacy bardziej uprzejmi (90% aut to turyści).
Co do drogi do samej granicy: w Piaskach jechałem główną trasą (betonowe płyty), po drodze mijałem kościół, za kościołem prosto do góry w las na ul. Bursztynową. Dość stromym podjazdem wdrapać się na szczyt i szukać z prawej strony na drzewie czerwonego znaku "B" (początkowo myślałem, że to od "border"), i wjechać w drogę za tym znakiem (ubita droga z płytami jumbo). Cały czas prosto, na skrzyżowaniach prosto (mimo znaków "B" wskazujących gdzie indziej). Mijamy szlaban i cały czas płytami (lepiej trzymać się prawej strony, mniej pokrzyw) aż do radaru, przed którym skręcamy w lewo w dół, potem lekko w prawo i główną drogą docieramy do płotu granicznego.
Dodałem do opisu zdjęcie z tablicy z planem Piasków, bez niego bym sobie nie poradził:)
romjan
| 17:49 piątek, 22 lipca 2011 | linkuj Jako że też się wybieram tam, to parę pytań: Rozumiem że jechałeś asfaltem, więc pytanie o stan tegoż. I może jeszcze byś coś dokładniej napisał nt. trafiania do samej granicy, bo czytałem już kilka opisów wycieczek tamże i każdy błądził.
pozdro Niezły dystansik.
Misiacz
| 12:04 piątek, 22 lipca 2011 | linkuj Niezłe przygody. Ten patrol to był rozumiem polski, bo chyba po trafieniu na rosyjski tak szybko relacja by się nie pojawiła. ;)))
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa yciep
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]