miała być stówka...
d a n e w y j a z d u
120.15 km
7.00 km teren
05:29 h
Pr.śr.:21.91 km/h
Pr.max:40.42 km/h
HR max: (%)
HR avg: (%)
Kalorie: kcal
Temperatura:14.0
Podjazdy:190 m
rok temu w maju, jechałem pierwszą stówkę w tamtym roku. i około 50 km przed końcem zaczęło mnie odcinać od prądu by w sopocie już być totalnie bez siły. ale korzystając z nie wiadomo jakiej energii jakoś doczłapałem się do domu (25 km). dlatego w tym roku chciałem się sprawdzić, czy dalej mam to samo czy coś jednak się poprawiło.
no i się poprawiło! do żuław normalnym tempem bo wiadomo, przez miasto. później solidny bufet (dwie kanapy, jabłko, nawet BeBetki się załapały na podróż) i mniej więcej z powrotem. po objechaniu zamku krzyżackiego i jeździe przez pola, dostałem się do skowarcza i po przeanalizowaniu stanu nowego przystanku kolejowego (very good, nawet przejazd bezkolizyjny - wiadukt będzie) ruszyłem drogą nr 1 nach hause.
a tu zamiast tracić energii, zacząłem przyspieszać a sił było coraz więcej! doszło do tego, że spod stoczni gdańskiej do domu dojechałem w 1,5 h (zwykle ok. 2 h)! a ciemniało bardziej i bardziej.
na serpentynie na złość musiała ta powolna oczyszczarka krawędzi ulicy jechać, trzeba było się kulać za nią dość długo, ale za to dość powoli by zaosczędzić energii na podjazd na pogórze i wycyrklować do 120 km.
a w słuchafonach sety armina z asotów 500.4 i 500.5 (końcówka genialna) - great!
Kategoria 100 - 149,99


